• 29 października 2020

Zero waste fashion – czyli dlaczego uwielbiam lumpeksy!

O lumpeksach mogłabym pisać poematy i wygłaszać laboraty. Serio. Uważam, że nie wynaleziono lepszego sklepu odzieżowego niż lumpeks. Zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. Moja przygoda ze sklepami z używaną odzieżą zaczęła się w liceum. Poszłam tam natchniona przez koleżankę, której bluzka nieziemsko mi się spodobała. Na pytanie: „gdzie ją kupiłaś?”, podała mi adres jednego z lumpeksów w moim rodzinnym mieście. Pamiętam to uczucie, kiedy stałam przed drzwiami poleconego przez koleżankę sekendhendu i rozglądałam się nerwowo, czy nie widzi mnie koleżanka albo kolega z klasy. Wiecie jak to jest…Dla kogoś, kto na co dzień ubierał się w sklepach lub na dziwnych lokalnych bazarach, taki sklep wydawał się nieco żenującą alternatywą. Ale ja byłam wtedy głupia.

 W lumpie zakochałam się z miejsca. Mieli tam wszystko. Kurtki, koszule, spodnie, bluzy, buty, bieliznę a nawet książki i chemię z Niemiec. Głowa bolała nie tylko od wielobarwnych ubrań, ale też od niespotykanego do tamtej pory zapachu. No cóż, uroki dezynfekcji i dezynsekcji. Już od tamtego czasu kierowała mną jedna zasada, którą stosuję do dziś: w lumpie mogę kupić wszystko z wyjątkiem bielizny i butów. Bądź co bądź uważam, że to jednak na tyle osobiste rzeczy, że je akurat powinniśmy kupować wyłącznie nowe. 

Dlaczego warto chodzić do lumpeksów?

 

Co najbardziej zaskoczyło mnie w lumpeksach oprócz zapachu? Metki znanych firm i projektantów. W błędzie jest ten kto myśli, że w tego rodzaju sklepach znajdziemy wyłącznie marny shit. To prawda, że większości z tych rzeczy nie założyłabym nawet idąc po ziemniaki do piwnicy. Nie dość, że są z innej epoki (wintydż chyba nie jest dla mnie), to w dodatku są poplamione, dziurawe, rozciągnięte i sprane. Ale gdzieś tam, wśród setek a nawet i tysięcy wieszaków, kryją się prawdziwe perełki czekające na swoje drugie, trzecie, a może nawet i czwarte życie. Tak było m.in. z moim ukochanym taliowanym płaszczem na wzór wojskowy, z pagonami i złotymi guzikami. Coś pięknego! Takich rzeczy mam wiele. Bluzki, koszule, koszulki, torebki z lumpeksów zajmują 75% mojej szafy. Spodni mam zdecydowanie mniej, ale to dlatego, że albo mi się nie podobają, albo mam problem z trafieniem w rozmiar. 

 

Plusem tych rzeczy jest nie tylko to, że są tanie. Za wspomniany płaszcz w naprawdę genialnym stanie dałam 25zł. I to był najdroższy zakup jakiego dokonałam. Największą zaletą tych rzeczy jest to, że są unikatowe. Naprawdę małe jest prawdopodobieństwo, że spotkasz na ulicy kogoś w identycznej bluzce czy kurtce. Najczęściej są to rzeczy sprowadzane z Wielkiej Brytanii, Belgii, Niemiec czy krajów skandynawskich. Oczywiście, że znajdą się wśród wieszaków tak popularne marki jak H&M czy Mark&Spencer, ale są one z tak odległych kolekcji, że są one już ciężko dostępne w polskich sieciówkach. 

Jakie a jeszcze zalety zakupów w sklepach z tanią odzieżą? Nawet gdy coś ci się z tą rzeczą stanie, podrzesz ją, poplamisz, zniszczysz w jakikolwiek inny sposób, to nie jest ci jej tak żal, jak czegoś co kosztowało kilka stów, prawda? Pewnie, że szkoda, ale jednak portfel mnie ucierpi na stracie 5 czy 10 zł niż 200. Podobnie podchodzę do kwestii przerabiania odzieży. Możesz iść do krawcowej, jeśli jednak podobnie jak ja lubisz przerabiać odzież samodzielnie, to doskonale wiesz, że czasem coś może nie pójść zgodnie z twoim planem. Jeśli się uda, super – będzie cacuszko jak się patrzy. Jeśli nie – trudno, strata kilku złotych, to jeszcze nie tragedia. Ścierek w domu nigdy za mało. 

 

Jak w każdym innym sklepie – liczy się jakoś a nie ilość

 
Udając się do lumpeksu, pamiętaj, aby nie kupować wszystkiego i nie wychodzić za każdym razem z naręczem ubrań. To, że coś jest tanie i w dobrym stanie, nie oznacza że jest na pewno dla ciebie. Oczywiście możesz tak zrobić i poszerzyć kolekcję ubrań z kategorii „po domu”, ale po co? Jeśli już postanowiłaś wybrać się do lumpa, to po prawdziwą perełkę, którą będziesz nosić z dumą i która będzie wzbudzać zazdrosne spojrzenia twoich koleżanek i kolegów. 
Zobacz w necie lumpeksy w twojej okolicy i przede wszystkim zarezerwuj sobie dużo czasu. Choć zdarzają się małe sklepy z używaną odzieżą, to coraz częściej spotkać można takie, które swoją powierzchnią przypominają supermarkety. Mi zdarzało się chodzić do takich, które miały nawet 2 kondygnacje a przeszukiwanie tego molochu w poszukiwaniu skarbu zajęło mi 2 godziny. Dodam tylko, ze było warto 🙂
 

Poniżej wrzucam kilka rad jakimi ja się kieruję, gdy odwiedzam lumpeksy. Mam nadzieję, że wam pomogą one równie mocno jak mi 🙂

 
1. Nie polecam przychodzić do lumpeksu, w dniu kiedy jest tzw. nowy towar. Wysokie ceny, ścisk i harmider nie sprzyjają spokojnym zakupom. Jeśli dopiero zaczynasz swoją przygodę z tego typu sklepami, po co na starcie się zniechęcać?!
2. Nie nastawiaj się, że na pewno coś kupisz. To nie jest sieciówka, tam nigdy nie wiesz czego możesz się spodziewać.
3. Jeśli nie obojętne ci są sprawy ekologii, to zdecydowanie powinnaś kupować rzeczy z drugiej ręki i pamiętać o życiu zgonie z zasadami zero waste.
4. Spodobało ci się w lumpeksach? Super! Pamiętaj jednak, aby nigdy nie traktować tego rodzaju sklepów jako jedyny dostępny sklep odzieżowy. Każdy zasługujesz, aby od czasu do czasu kupić sobie coś nowego. Ty też! 
5. Postaraj się stawiać na naturalne tkaniny. Bawełna i wełna, to nie tylko przyjaciele środowiska, ale także i naszego ciała.
 6. Zakupy zrobione? I o to chodziło. Teraz koniecznie wypierz to co kupione, aby pozbyć się nieco przykrego zapachu. I włala! 🙂 

A co wy sądzicie o zakupach w second hand’ach? Lubicie je podobnie jak ja, czy na samą myśl o wizycie w tego rodzaju sklepie bierze was na mdłości? 

Joanna Październiak

Poprzedni wpis

DE STAAT – dobro narodowe z krainy tulipanów!

Kolejny wpis

10 powodów, dla których warto pić piwo!

2 Comments

  • Kocham lumpeksy!
    W ogóle jak czytałam Twój wpis, to jakbym czytała o sobie 😀 Niesamowite. U mnie w postach roboczych leży kilka wpisów o lumpach i chyba też czas, aby je wydostać na światło dzienne.
    Pozdrawiam!

    • Jeeeeeeeju, nawet nie wiesz jak bardzo mnie to cieszy. Mam nadzieję, że takich jak my jest więcej! 🙂
      Czekam w takim razie na publikację a tymczasem pozdrawiam i idę pooglądać Twoje fotosy! 😀

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *