• 8 sierpnia 2020

Przyjaźń damsko-męska , czyli „znowu w życiu mi nie wyszło”!

Jeśli masz przyjaciela, a mam nadzieję, że właśnie tak jest, to zapewne zdajesz sobie też sprawę z tego, że dla każdego z nas definicja przyjaźni brzmi nieco inaczej. Oczywiście, gdyby zapytać 100 osób o ich definicję, wielokrotnie padły by przybliżone cechy przyjaźni, takie jak lojalność czy troskliwość. Nie zmienia to jednak faktu, że praktycznie każdy dołożyłby coś od siebie, coś co sprawia, że to właśnie jego przyjaźń jest tak wyjątkowa i niepowtarzalna. 

O miłości platonicznej słów kilka

 

Pomyśl teraz proszę o swoim najlepszym przyjacielu. Jest tej samej płci? Pewnie tak, prawda? A co jeśli ty jesteś heteroseksualną dziewczyną, a twój najlepszy przyjaciel heteroseksualnym facetem? Albo na odwrót? Dużo mówi się i pisze o przyjaźni damsko-męskiej. Na Wikipedii ten rodzaj relacji określany jest jako: „osobisty związek pomiędzy kobietą i mężczyzną o charakterze platonicznym, nieromantycznym, nieseksualnym, nienamiętnym i nierodzinnym. Najczęściej dotyczy młodych dorosłych, chociaż może występować pomiędzy dorosłą kobietą i dorosłym mężczyzną w dowolnym wieku[…]. Badacze różnych aspektów związanych z przyjaźnią między kobietą i mężczyzną sugerują, aby zachować ostrożność w dążeniu do tego rodzaju przyjaźni, szczególnie ostrzeżenie to dotyczy kobiet, aby uniknęły ewentualnego wykorzystania emocjonalnego i seksualnego[…]”

Ehhh…Wszędzie te podteksty. Zasiadając do pisania tego artykułu, miałam zamiar napisać go patrząc na przyjaźń damsko-męską z perspektywy osoby trzeciej, ale gdy sama czytam tego rodzaju rozprawki, to zastanawiam się czy osoby je piszące przeżyły bądź przeżywają taki rodzaj przyjaźni. A  może jednak piszą je w oparciu  o to co usłyszały, co im się wydaje lub co zobaczyły w komediach romantycznych? Przecież każdy z nas chce czytać prawdę, a czy jest coś bardziej prawdziwego niż opowiedzenie pewnych historii na podstawie własnych doświadczeń…?!

„Mój przyjacielu, byłeś mi naprawdę bliski”

Przez ostatnią dekadę upewniałam siebie, swoich facetów, przyjaciół i rodzinę, że przyjaźń damsko-męska wśród osób heteroseksualnych istnieje, a ja mam ku temu niezbite dowody. Dlaczego? Otóż z powodu różnych wypadkowych, zawsze na mojej drodze stawali faceci, z którymi dogadywałam się zdecydowanie lepiej niż z dziewczynami.

Pan D., z którym byłam przez prawie 7 lat nie był fanem moich spotkań z kolegami, ale jeśli nie kolidowały one z naszymi sprawami, to nie był ich wielkim przeciwnikiem. Czasami coś pomruczał, ale przecież obiad na stole zawsze był a koszulki w szafie pachniały świeżością. Poza tym nie marudziłam mu nad głową, kiedy chciał pograć w Aliance of Valiant Arms. Jak widać wszystko można pogodzić. 

Oczywiście moje przyjaźnie nie ograniczały się wyłącznie do tych z mężczyznami. Miałam i nadal mam kilka dobrych Przyjaciółek, z którymi znam się od lat i na których mogę polegać (z wzajemnością), ale to faceci okazywali się najlepszymi słuchaczami, doradcami, dostarczycielami dobrej zabawy i nietuzinkowych rozrywek.  Mogłam z nimi pograć na konsoli, należeć do jednej gildii w WOW-ie, kupować komiksy i oglądać po raz 50-ty mojego ukochanego Batmana. A gdy mój wieloletni związek przechodził kryzys, a finalnie nastąpił jego rozpad, kto wspierał mnie najlepiej i zawsze miał dla mnie czas? Moje męskie przyjaciółki.  Pocieszali, przytulali, nalewali wino, podawali chusteczki. Godzinami siedzieli ze mną  na telefonie, wysłuchując moich płaczy i lamentów jakim to jestem beznadziejnym przypadkiem i jak bardzo nie nadaję się do związków. 

Gdzie ich poznawałam? W pracy, na lekcjach włoskiego, w kolejce do dziekanatu, na fejsbukowych grupach, do których wspólnie należeliśmy. Dosłownie wszędzie.  Oczywiście nie wszystkich na raz. Proces spotykania ich na mojej drodze trwał latami.  Podobało mi się to, że w przeciwieństwie do wielu kobiet, mężczyźni twardo stąpają po ziemi. Nie interesują się wizażem i sztuką robienia paznokci, mają cięty dowcip i świetny gust muzyczny – czyli taki jak mój. 

Uszczypliwe komentarze, „dobre rady” i niepotrzebne uwagi koleżanek, o tym że prędzej czy później moje relacje z kolegami zakończą się w łóżku, utwierdzały mnie tylko w przekonaniu, że przyjaźń z chłopakami jest o niebo lepsza. Nie powiem, że nigdy nie padały pomiędzy nami żarty o zabarwieniu erotycznym, ale zawsze uważałam, ze w relacjach przyjacielskich to normalne. Choć kolegów miała wielu, to trzon moich damsko-męskich przyjaźni przez wiele lat stanowił ten sam skład: Pan B., Pan G., Pan M. i Pan A. 

„Friend will be friends” 

Fantastyczna Czwórka. Każdy z nich inny, każdy wyjątkowy. Dla mnie. Doskonale znali moje zainteresowania, humory, złośliwości, głupie pytania, relacje z facetami. A ja dość sporo wiedziałam o nich. Interesowały mnie opowieści Pana G. o spotkaniach towarzystwa krótkofalowców, do którego należał. Zawsze byłam na bieżąco kiedy Pan M. miał „pauzy” jako kierowca TIR-a, bo wtedy potrafiliśmy siedzieć na słuchawce godzinami. Wiedziałam na co kupić bilety do kina, żeby zrobić niespodziankę Panu B. Znałam względnie rozległy plan tygodnia Pana A. – fana sportów wszelakich. 

 
 
 
pdm

Pierwszy z mojej Fantastycznej Czwórki odpadł Pan B, który był najdłuższy stażem. Wspólne oglądanie przygód Monty Pythona i wycieczki do Krakowa sprawiły, że nasza relacja przybrała formę czegoś, na co ja nie byłam wtedy gotowa. Nie interesowały mnie deklaracje, przeprowadzki i wspólne urządzanie jego mieszkania. Nie widziałam w nim kogoś przy kim chcę się zestarzeć. Z tego co wiem, jest teraz względnie szczęśliwy u boku swojej partnerki, z którą udało mu się urządzić mieszkanie. Odkąd z nią jest proponował mi co prawda kilkukrotnie wypad do kina, a następnie wynajęcie wspólnego pokoju w hotelu, ale odmówiłam. 

 

Ciężko było pozbierać mi się po zakończeniu przyjaźni z Panem B. Tęskniłam, co wydaje mi się zupełnie normalne skoro nasza relacja trwała kilka lat. Na pomoc przybył więc Pan G. Pisał do mnie urocze maile w pracy, odwoził do domu, pomagał z zakupami, zabrał mnie na Ślężę. Było naprawdę miło. Aż za miło. Pomiędzy mną a Panem G. doszło do sytuacji, która pomiędzy przyjaciółmi miejsca mieć nie powinna. Okazało się , że dwa dni wcześniej do podobnej sytuacji doszło pomiędzy nim a moją ówczesną przyjaciółką o czym żadne nie raczyło mnie wcześniej poinformować. 

Co się więc wydarzyło dalej? Pan G. zaproponował mi relację „friends with benefits”. Obiecał, że zerwie kontakt z moją przyjaciółką, a moja przyjaciółka, która jak się okazuje kochała się w Panu G. i była zazdrosna o naszą relację, zakończyła ze mną znajomość. Ekselent! Pomimo upływu ponad 3 lat od wspomnianych zdarzeń, Pan G. wypisuje do mnie do dnia dzisiejszego. Twierdzi, że powodem jego kontaktów ze mną jest najzwyczajniej w świecie tęsknota. Zapomina tylko o tym, że w co którąś wiadomość kwieciście wplata, że chętnie poszedłby ze mną do łóżka. Tak, zdecydowanie muszę coś z tym zrobić.

Najlepsi z Najlepszych

 

Z Fantastycznej Czwórki pozostała Fantastyczna Dwójka. Pan M. –  ciągle zajęty, ciągle w trasie. Wpadał do mnie w czasie świąt i co kilka tygodni w weekendy. Zawsze prawy i porządny. Przez 1,5 roku był w związku, ale dziewczyna miała problem z zaakceptowaniem jego wyjazdów i się rozstali. Wtedy na pomoc przyszłam ja. I to był błąd. Bycie pocieszycielką po rozstaniu, to nie jest najlepszy pomysł. Szczególnie kiedy ten mężczyzna zaczyna widzieć w tobie kobietę, a nie tylko Asię od gier i picia fantastycznego bimbru robionego przez jego rodzinę. Nasza znajomość przetrwała 4 lata. Do dziś piszemy sobie życzenia urodzinowe i pytamy kurtuazyjnie co słychać, ale dalekie to już od tego co było między nami wcześniej.

 

Choć kumpli nadal miałam sporo, to moim jedynym heteroseksualnym przyjacielem pozostał Pan A. – chłopak poznany przypadkiem na jednej z grup internetowych. Podobnie jak ja uwielbiał Batmana, gry i słowiańską muzykę. To co nas najbardziej różniło, to fakt (autentyczny) że koleś trenował capoeire. W dodatku chodził na trampoliny, akrobatykę i milion innych rzeczy, których nazw nawet nie potrafię wymówić. Ja natomiast byłam takim słodkim, okrągłym Ptysiem, który ze sportem miał niewiele wspólnego. 

 

Nasza przyjaźń od samego początku była burzliwa. Były wzloty i upadki. Rozstania i powroty. Kłótnie i godzenia. Mimo to przez te wszystkie lata, to w nim miałam największe wsparcie, kiedy potrzebowałam z kimś pogadać od serca. Był kiedy potrzebowałam wypłakać się po rozstaniu i kiedy przed operacją potrzebowałam usłyszeć, że przecież wszystko będzie dobrze.  Ja natomiast zawsze czekałam, aż wróci z wypadu w góry, wyśpi się i zadzwoni zdać mi relację jak to turyści gapili się na niego, gdy szedł ze szklaneczką Dżim Bima wzdłuż szlaku.

 

„Niemożliwe” 

 

3 lata zajęło mi zrozumienie, że tak naprawdę nigdy nie byliśmy prawdziwymi przyjaciółmi, bo tam gdzie pojawiają się uczucia nie ma miejsca na „zwykłą” przyjaźń. Przychodzi w końcu czas, że okłamywanie swojego „Przyjaciela”, wszystkich wokół i przede wszystkim siebie zaczyna być tak męczące, że nie możesz spać po nocach i wiesz, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zakończenie tej znajomości. Nie robisz tego jednak, bo zdajesz sobie sprawę z tego, że z nikim innym nie będziesz tak rozmawiać godzinami o wyższości DC nad Marvelem, albo po prostu dlatego, że najzwyczajniej w świecie zależy ci na tym dupku. Pan A. rzecz jasna też nie był bez winy. 

 

 

Po 3 latach, kiedy to doszło do mnie, że chleba z tej mąki nie będzie, kiedy w końcu coraz mniej o nim myślałam i poznałam fantastycznego faceta, z którym zaczęłam układać sobie życie, Pan A. wypalił, że w sumie to on też, coś do mnie czuł przez większość znajomości, no ale on się nie nadaje do związków, bo już kilka razy próbował i mu nie wychodziło. Tak czy owak, to Pan A. postanowił w końcu zerwać ze mną znajomość i takim oto sposobem utraciłam wszystkich heteroseksualnych przyjaciół płci męskiej – nie licząc oczywiście mojego chłopaka.

 

 

„Gdzie są przyjaciele moi…”

 
 

Relacje damsko-męskie okazały się dla mnie trudniejsze niż myślałam. Gdyby 10 la temu ktoś zapytał mnie o to czy wierzę w przyjaźń pomiędzy kobietą a mężczyzną z dumą odpowiedziałabym, że TAK i zaczęłabym zdradzać moją receptę na udaną znajomość.

Obecnie, gdy jestem już po 30-stce i posiadam jako takie doświadczenie w temacie damsko-męskich relacji uważam, że stworzenie tego typu przyjaźni wręcz graniczy z cudem. Nie twierdzę, że jest absolutnie niewykonalne, podobnież są osoby, które doświadczyły prawdziwej damsko-męskiej przyjaźni i ma się ona świetnie. Mogę jedynie napisać, że zazdroszczę i przyznać sama przed sobą, że w moim przypadku byłam nie tylko niesamowicie naiwna, ale też i nieziemsko głupia. Nie obarczam winą o rozpad naszych znajomości wyłącznie Panów. Sama wielokrotnie coś zepsułam, coś poczułam, coś źle odebrałam. Próbowałam ratować nasze „przyjaźnie” wmawiając sobie, że przecież uczucia czy jakikolwiek pociąg seksualny zaraz przeminą, a przecież prawdziwą przyjaźń buduje się latami i każdy może mieć chwilę słabości. Teraz uważam, że w przyjaźni tego rodzaju chwile słabości są wręcz niedopuszczalne. Nawet jeśli są one po alkoholu. 

Idealnie podsumowuje relacje damsko-męskie Billy Crystal w filmie „Kiedy Harry poznał Sally”. Jeśli jesteś w relacji przyjacielskiej z płcią przeciwną albo planujesz w taką wejść, to zdecydowanie polecam obejrzeć ten film. Jeszcze w żadnym filmie, które do tej pory obejrzałam, nie dostałam tak brutalnej prawdy o przyjaźni damsko-męskiej. Choć film składa się z wielu przezabawnych dialogów, niesie ze sobą życiową prawdę, przed którą wiele osób tak bardzo się broni. Nie jestem wielką fanką komedii czy też dramatów romantycznych i nie czerpię z nich prawdy o życiu, ale ten film momentami jest naprawdę wyjątkowy 🙂

A czy wy macie przyjaciół płci przeciwnej? Jeśli tak, to jestem niesamowicie ciekawa jak układają się wasze relacje. Mam nadzieję, że zdecydowanie lepiej niż moje 😀 

Joanna Październiak

Poprzedni wpis

10 powodów, dla których warto pić piwo!

Kolejny wpis

Walentynki

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *